Cmentarz żydowski

Historia cmentarza żydowskiego w Tarnowie

za: Leszek Hońdo, Cmentarz żydowski w Tarnowie, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2002, s. 15-29.

Nie można jednoznacznie określić, kiedy Żydzi osiedlili się w Tarnowie. Icchak Schiper uważał, że prawdopodobnie osiedlili się dopiero w drugiej połowie XVI wieku, gdyż w roku 1631 występowali jako zorganizowana gmina, posiadająca synagogę i własny cmentarz. Jednak ten sam historyk w Dziejach handlu żydowskiego na ziemiach polskich podaje istnienie zorganizowanej gminy w Tarnowie już w XIV wieku, lecz nie uzasadnia lego twierdzenia. W aktach ławniczych i radzieckich najstarsza wzmianka mówi o Żydzie Kalefie (Iudeus Kalepf de Tharnow) z 1445 roku. Już w roku 1507 Żydzi tarnowscy znaleźli się w rejestrze osiedli żydowskich Korony, a ich obecność w Tarnowie w wieku XVI potwierdzają źródła.

Tarnów w czasach staropolskich był w rękach prywatnych. Należał do znanych rodów, m.in. Tarnowskich, Ostrogskich, Koniecpolskich i Sanguszków. Polityka ich względem Żydów była bardzo pragmatyczna. Z jednej strony wydawali im przywileje podobne do mieszczan, z drugiej — zakazy ograniczające życie Żydów w mieście. Jest to szczególnie widoczne w wieku XVII, kiedy to kilka razy zmieniało się położenie Żydów. W Muzeum Okręgowym w Tarnowie znajdują się dokumenty dotyczące tarnowskich Żydów, przy czym niektóre z nich wspominają o cmentarzu żydowskim. Są to między innymi przywileje nadane Żydom przez właścicieli miasta a także dokumenty miejskie odnoszące się do cmentarza, przeważnie regulujące sprawy finansowe. Nie zachował się żaden dokument wskazujący, kiedy został założony żydowski cmentarz w Tarnowie. Na podstawie przywilejów nadanych Żydom w wieku XVII można przyjąć 1581 rok, w którym już musiał istnieć. Właściciele miasta wspominają bowiem w nich przywilej dla Żydów Konstantego księcia Ostrogskiego, wojewody kijowskiego, wydany 4 V 1581 roku, a nakładający karę 500 złp za próbę niszczenia cmentarza.

Najstarszym zachowanym dokumentem jest kontrakt między Żydami a radą miejską Tarnowa. Rada z burmistrzem Baltazarem Bujakowiczem na czele, w obecności pełnego składu sądu wójtowskiego z wójtem Tomaszem Passerem, podpisała 16 V 1631 roku obustronną umowę z Zachariaszem Lazarowiczem i Salomonem jego szwagrem. Regulowała ona powinności Żydów za użytkowanie cmentarza i zagrody dokupionej przez gminę żydowską. A oto fragment umowy: „Panowie rajce authoritate sue postanowili, na czym Żydowie przestali, aby od tego czasu wiecznie Żydowie tarnowscy starszy, teraz i na potym będący, z tego kierchału po złotych ośmiu, na każdy rachując po 30 groszy, na każdy rok na ratusz do skarbu miejskiego płacili, które złotych osiem na dwie raty płacić wyłożyli, to jest pierwszą ratę złp. 4 na Św. Jan Chrzciciel, począwszy w tymże roku 1631, a na drugą ratę także złotych cztery na Święty Marcin i tak każdego roku wiecznymi czasy powinni będą płacić wyżej pomienieni Żydowie albo sukcesorowie ich Żydzi tarnowscy. A co się tknie zagrody, którą mają narożnią przy kierchale, która już nigdy nie ma odpadać od kierchału, z tej powinni będą płacić osobno czynsz doroczny groszy 12, jako i drudzy poddani bez wszelkich trudności i robociznę odprawować, także królewskie podatki i insze wszelakie i posłuszeństwo do miasta oddawać bez wszelakich trudności i wymówek. Względem którego czynszu panowie rajce obiecali bronić tychże Żydów i sukcesory swe panowie rajce tymże obligowali, aby żadnego przenagabania i przykrości od poddanych pogwizdowskich i inszych, w jurysdykcyi miejskiej będących, nie mieli, którym to poddanym pogwizdowskim Żydzi kontentację dali, na czym przestali. A wyżej pomieniony Zachariasz i Salomon, Żydzi tarnowscy, obligowali się i potomki swoje wszystkie Żydy tarnowskie tymże onerowali, że ten kontrakt mają i powinni będą wiecznymi czasy trzymać i płacić na czasy naznaczone pod taką drugą sumą, gdyby której raty nie oddali. Na co dla lepszej wiary pieczęć radziecka miasta jest przyciśniona”. Żydzi musieli wypełniać to zobowiązanie, skoro w zestawieniu dochodów i wydatków miasta Tarnowa od początku 1632 do 8 stycznia 1633 roku znajduje się adnotacja o corocznym czynszu z kierchału w wysokości 8 złp 12 groszy. Władysław Dominik, książę na Ostrogu i Zasławiu, hrabia na Tarnowie, na prośbę rady miejskiej potwierdził 7 III 1633 roku duże ograniczenia dla Żydów w Tarnowie. 3 VII 1637 roku zmienił zarządzenia wobec Żydów. Wśród nadanych przywilejów znalazł się punkt związany z cmentarzem:
„(…) tak Bożnica jako i kierchow mają być w pokoju od wszelkiego przenagabienia i swawoleństwa zachowane, czego urząd miejski przestrzegać ma, broniąc ich…”.

Aleksander Janusz, książę zasławski, dziedzic miasta Tarnowa, zatwierdził 18 V 1670 roku tarnowskim Żydom dotychczasowe przywileje, w których znalazło się prawo do nietykalności cmentarza: „Prawo też na Bożnice im dane i od Nas w Krakowie 17 Martii 1632 aprobowane w swej władzy zachowujemy i wzmacniamy, tak też i Kierchow albo ich pohrebiszcze na Pogwizdowie leżące według ekstraktu ksiąg miejskich de Actu Feria Sexta post Dominicam Jubilate 1631 przed Nami produkowanego zostawujemy w swej mocy, które miejsca tak Bożnica jako i Kierchow mają być w pokoju od wszelkiego przenagabania i swawoleństwa zachowane, czego Urząd Miejski przestrzegać ma broniąc ich powinien będzie — według wyżej mianowanego listu Ś. Pamięci Ks. Jego Mości Konstantego, który jasno to w sobie waruje i karę pięciuset złotych umacnia”.

Michał Kazimierz Radziwiłł, książę na Ołyce i Nieświeżu, powołując się na dawne przywileje Żydów, wydał 17 II 1676 roku w Krakowie przywilej, w którym wyłącza ich spod jurysdykcji miejskiej i poddaje sądowi zamkowemu. Jednocześnie poleca, aby na równi z mieszczanami korzystali z określonych uprawnień: „Prawo też na Bożnice im dane w Krakowie 17 Martii Anno 1632 od antecesorów aprobowane w swej władzy zachowujemy i wzmacniamy, tak też i Kierchow albo ich pochrebiszcze na Pogwizdowie leżące według extractu ksiąg miejskich de Actu Feria Sexta post Dominicam Jubilate 1631 przed nami produkowanego zostawujemy w swej mocy, które miejsca tak Bożnica jako i Kierchow mają być w pokoju od wszelkiego przenagabania i swawoleństwa zachowane, czego Urząd Miejski przestrzegać ma (…). Będąc według mianowanego listu Ś. Pamięci Księcia Jego Mości Konstantego, który jaśnie to w sobie waruje i winą pięćset złotych umacnia”.

Przywilej dla Żydów wydał także drugi współwłaściciel miasta Stanisław Koniecpolski, hrabia tarnowski, 27 II 1676 roku. Powołując się na dawne przywileje Żydów, wyłączył ich spod jurysdykcji miejskiej, poddając sądowi zamkowemu, i polecił, aby na równi z mieszczanami korzystali z określonych uprawnień. W tekście znalazła się uwaga odnosząca się do cmentarza: „Bożnica jako i kierchow mają być w pokoju od wszelkiego przenagabania i swawoleństwa zachowane, czego Urząd Miejski przestrzegać ma”.

Jeszcze przed upadkiem Rzeczypospolitej Żydzi płacili podatek za cmentarz. W zestawieniu płatności wsi Pogwizdów dla miasta Tarnowa z 15 V 1763 roku występuje z cmentarza do zapłaty kwota 3 złp pogłównego. Z kolei gospodarz tam mieszkający był zobowiązany do zapłaty 3 złp pogłównego, 16 złp czynszu i odrobienia 15 dni roboczych . Już podczas I zaboru Tarnów dostał się pod panowanie Austrii i żydowskie cmentarze zaczęły podlegać jurysdykcji austriackiej. Dekret Józefa II, wydany 23 VIII 1784 roku, nakazywał natychmiastowe przeniesienie cmentarzy z terenów zamieszkałych i określał sposób ich lokalizacji. Dekret dotyczył cmentarzy wokół tarnowskich kościołów, jednak nie odnosił się do żydowskiego cmentarza w Tarnowie, znajdującego się poza obszarem miasta. Tarnowscy Żydzi na swój cmentarz, odległy od centrum miasta o około 1 kilometra, chodzili ścieżką wśród zabudowań wsi Pogwizdów. W roku 1775 jeden z gospodarzy Pogwizdowa, stawiając ogrodzenie, przesunął go w ten sposób, że przejście było utrudnione. Spowodowało to interwencję gminy żydowskiej do rady miejskiej, w której Żydzi stwierdzają, że „płotem swoim nieprawnie ku gościńcowi wyciągnionym zabrał ścieżki publicznej na łokieć jeden”. Rada nakazała temu gospodarzowi przesunięcie ogrodzenia.

Choć Tarnów już po I rozbiorze znalazł się w obrębie monarchii Habsburgów, to w miastach utrzymywał się samorządowy ustrój władz miejskich, ukształtowany w czasach przedrozbiorowych. Książę Hieronim Sanguszko zrzekł się swoich praw dominialnych nad miastem dopiero w roku 1787. W tym samym roku Austriacy zarządzili wybory nowych władz miasta. W przedstawionych dochodach miasta z tego roku znalazła się informacja, że „czynsz z kierchału na gruncie miejskim płacą kahalni rocznie 4 floreny”.

Tarnowscy Żydzi posiadali przytułek dla chorych, który znajdował się przy ulicy Żydowskiej, a więc w obrębie murów miasta. Obowiązująca w Galicji ustawa sanitarna zmusiła ich do jego likwidacji w 1840 roku, gdyż „leżał niecelowo pośrodku miasta”. Gmina żydowska przy pomocy starostwa wybudowała przy ulicy Szpitalnej nowy szpital. Został on oddany do użytku 26 I 1842 roku, a 14 V 1842 roku został wciągnięty w urzędowy rejestr szpitali galicyjskich. W akcie fundacyjnym, podpisanym między innymi przez starostę Józefa Breindla, burmistrza miasta Ignacego Hinglera oraz przedstawicieli gminy żydowskiej, znalazł się zapis, że na jego utrzymanie i działalność przekazywane będą przez gminę żydowską wpływy z łaźni, bóżnic i domów modlitwy, zbiórek z okazji urodzin, ślubów, obcinania włosów, wywoływania do czytania Tory w synagodze oraz datki zebrane do puszek wystawionych w miejscach publicznych. Akt wymienia jeszcze dwa przypadki. Mianowicie pieniądze zebrane podczas zbiórek w przypadku zgonu i postawienia nagrobka na cmentarzu zasilały także budżet szpitala . Trudno powiedzieć, ile w tym czasie wynosiła opłata za pochówek. Prasa tarnowska donosiła w roku 1884 o jej zróżnicowaniu w zależności o zamożności rodziny. Opłata miała wynosić wtedy od 5 złr wzwyż. Według „Unii”, spadkobiercy Lazara Maschlera zapłacili 5000 złr, Wolf Kohane — 1000 złr za pogrzeb swojej żony, zaś spadkobierca Wolfa Kohane — 2200 złr. Izrael Hudes musiał zapłacić za swoją żonę 1500 złr. Wymienieni zostali także: Józef Fast — 600 złr, Beile Fast — 600 złr, Aleksander Goldmann — 300 złr, B. Rosenzweig za żonę — 300 złr i Jakób Salomon — 3000 złr.

Występowanie dwóch opłat odnotowano także w statucie żydowskiej gminy w Tarnowie, w którym znalazła się ustalona maksymalna opłata pogrzebowa w wysokości 1000 koron. Odnosiła się ona do zwykłego grobu w zwykłym porządku cmentarza. Pozwolenie na grób w żądanym miejscu cmentarza lub na grób rodzinny wydawane było na podstawie odrębnej umowy z zarządem gminy żydowskiej. Odrębną opłatą objęte było zezwolenie na postawienie pomnika (nagrobka) — maksymalnie 400 koron, przy czym szerokość nagrobka nie mogła przekraczać 1 metra. Postawienie większego nagrobka było zależne od odrębnej umowy z zarządem gminy. Ciekawostką jest fakt, że w dwujęzycznym statucie brak jest w części polskiej następującego zdania z części niemieckiej: „Pozbawieni środków są zwolnieni z taksy pogrzebowej za zezwolenie postawienia nagrobka”.

O tym, jak duże były kwoty umów zawieranych z gminą za wybranie miejsca pochówku i zezwolenie postawienia nagrobka, może świadczyć spór, jaki wystąpił w 1914 roku na łamach tarnowskiej prasy. Korzystając z uprzejmości redakcji „Pogoni”, zarząd gminy żydowskiej zamieszczał imiona i nazwiska osób, które złożyły datki na budowę nowego żydowskiego szpitala, wraz z wysokością przekazanej kwoty. Jeden z czytelników zwrócił się z zapytaniem, dlaczego wśród ofiarodawców nie znaleźli się Israel Wechsler i Szaje Silberpfennig, choć przekazali 20 000 koron. W następnym numerze „Pogoni” zarząd gminy wyjaśnił, że wymieniona kwota została przekazana przez spadkobierców Chany Mindli Aberdamowej (z jej majątku) w 1913 roku. Było to wynagrodzenie za obranie miejsca na cmentarzu i za postawienie nagrobka.

W okresie międzywojennym opłaty pogrzebowe ustalała Rada kahalna (Rada gminy żydowskiej) na wniosek jej zarządzeń. W 1929 roku maksymalna opłata od grobu wynosiła 5000 zł, a od nagrobka 5000 zł. Dla porównania zarząd gminy warszawskiej zatwierdził 5 VI 1930 roku taryfę opłat, w której najwyższą stawkę płacono za postawienie rzeźbionego pomnika z granitu lub marmuru — 1200 zł. Także opłata za pogrzeb i miejsce na cmentarzu w najlepszych kwaterach wynosiła 1000 zł plus co najmniej 3000 zł. Taryfa ta, zatwierdzona 22 XI 1935 roku, nie podawała maksymalnej stawki. Jednak jako opłata wyjściowa i tak była niższa niż w Tarnowie. Na początku lat osiemdziesiątych XIX wieku prasa tarnowska wystąpiła przeciwko żydowskiej tradycji związanej z pochówkiem. Donosiła ona, że grzebano zmarłych w grobach o głębokości zaledwie 80 cm. Jeszcze mocniej podkreślany był fakt, że żydowskie pogrzeby były zdecydowanie sprzeczne z przepisami sanitarnymi, respektowanymi przez ludność chrześcijańską. Mimo że nie wolno było grzebać zmarłego przed upływem 48 godzin od momentu zgonu w obawie przed jego śmiercią pozorną, Żydzi chowali swoich zmarłych możliwie jak najszybciej po zgonie. Przenosili ich z domu żałoby na cmentarz bez trumny, na otwartych marach zaledwie okrytych całunem. Taka sytuacja istniała w całej Galicji, skoro namiestnictwo wydało okólnik o trumnach przy grzebaniu Izraelitów z 22 VI 1884 roku (l. 23 894): „Ciała zmarłych Izraelitów mają być z domu zaszłej śmierci na cmentarz miejscowy przenoszone lub przewożone bezwarunkowo w trumnach szczelnie zamkniętych i to bez względu na odległość cmentarza, na rodzaj choroby, która była przyczyną śmierci, tudzież na okoliczność, czy w miejscu panuje jaka choroba nagminna lub nie”.

Obowiązek został nałożony na władze gmin żydowskich i osoby odpowiedzialne za pogrzeby, w tym rodzinę zmarłego. Dotychczasowe ogólne przepisy odnoszące się do grzebania zwłok w trumnach musiały być do tej pory nieskuteczne, skoro namiestnictwo wydało zarządzenie, które ustalało kary do 100 złr lub areszt do 14 dni za przewożenie i grzebanie zwłok bez trumny. Innym problemem obyczajowym było fotografowanie zwłok. Zwłoki dzieci były przenoszone do zakładów fotograficznych, a zwłoki dorosłych fotografowane bezpośrednio w domu. Nie wiadomo, na ile ten problem dotyczył Żydów. Było to jednak zjawisko powszechne i dotyczyło także osób zmarłych na choroby zakaźne. Wydane więc zostało rozporządzenie z 14 III 1891 roku o środkach przeciw roznoszeniu chorób zaraźliwych przez fotografowanie zwłok:
„1. Przenoszenie zwłok do pracowni fotograficznych jest zakazane.
2. Fotografowanie zmarłych na choroby zaraźliwe przez osoby trudniące się z zawodu fotografią jest zakazane. Wyjątek może mieć miejsce tylko wtedy, gdy fotografowanie zwłok do celów sądowych lub policyjnych zarządzi władza powołana.
3. Co do osób zmarłych na choroby niezaraźliwe, fotografowanie ich zwłok w mieszkaniach i tychże osób jest dozwolone tylko za zgodą i pod odpowiedzialnością lekarza, który wykonał oględziny pośmiertne”.

Wraz z rozszerzeniem się tendencji liberalnych i powstaniem w Tarnowie synagogi zasymilowanych Żydów (Stowarzyszenie Templowe z siedzibą przy ul. św. Anny 10, działające w Tarnowie od 1890 r.), pojawiły się ze strony samych Żydów próby zmiany dotychczasowej tradycji pogrzebowej. Między innymi Stowarzyszenie Templowe zajęło się zebraniem funduszy na zakup żydowskiego karawanu. Dotychczasowe przyzwyczajenia Żydów musiały być jednak zbyt silne, gdyż tarnowska prasa zwalczająca wszelkie przejawy „zacofania” nie odnotowała pozytywnej zmiany i nie pisała o używaniu owego karawanu. Znane są jedynie przypadki mówiące o zmianie żydowskiej tradycji pogrzebowej i pojawieniu się w środowiskach postępowych kwiatów w czasie pogrzebów, podobnie jak na chrześcijańskich cmentarzach. Niektóre rodziny rezygnowały z wieńca na trumnę na rzecz dobroczynnych stowarzyszeń, na przykład w roku 1907 przekazano kwotę 20 koron Stowarzyszeniu na rzecz żydowskiej ubogiej młodzieży szkolnej. Zwyczaj ten rozpowszechnił się w okresie międzywojennym.

Od początku XIX wieku prowadzone były w Tarnowie księgi metrykalne. Od wieku XX na końcu każdego roku znajdują się wpisy, że prowadzącym je był Izydor Brand. Także w Schematyzmie Tarnowa znalazły się informacje o tym, że w roku 1913 i 1914 prowadzącym metryki był Izydor Brand . Przed I wojną światową izraelicki urząd metrykalny znajdował się na ulicy Zdrojowej 3 (od r. 1913 ulica Goldhammera). Z tego okresu w „Głosie Tarnowskim”, ukazującym się w latach 1906-1910 i często atakującym zarząd żydowskiej gminy, znalazła się informacja o nadużyciach zarządcy cmentarza. Jeden z opozycjonistów w zarządzie gminy zażądał, aby zarządca cmentarza nie pobierał należności cmentarnych i nie chował ich do własnej kieszeni. Wnioskował dalej, aby opłaty cmentarne wpłacane były bezpośrednio do gminy. Wniosek został przyjęty. Zarządca cmentarza odesłał księgę cmentarną do gminy na znak rezygnacji z zajmowanej funkcji. Zarząd gminy po długich i burzliwych debatach postanowił nie przyjmować tej rezygnacji „przez uroczyste odniesienie mu do domu cmentarnej książeczki, przy pomocy czterech zacnych mężów kahalnych”.

W czasie I wojny światowej Tarnów był najbardziej — i najdłużej — na zachód wysuniętym punktem inwazji rosyjskiej w Galicji. Było to spowodowane nieudaną ofensywą Rosjan w kierunku Krakowa i zatrzymaniem frontu wzdłuż rzek Dunajca i Białej. Na tarnowskim cmentarzu znajdują się nagrobki żołnierzy z tego okresu. Jeżeli polegli żołnierze byli identyfikowani jako Żydzi, byli chowani oddzielnie w kwaterach wojskowych na istniejących miejscowych cmentarzach żydowskich, a nie jak chrześcijańscy żołnierze we wspólnych mogiłach. W katalogu wykonanych prac Oddziału do Spraw Grobów Wojennych znalazły się informacje o cmentarzu nr 201 usytuowanym na żydowskim cmentarzu w Tarnowie. Obejmował on 43 pojedyncze groby, oznaczone betonowymi nagrobkami. Większość z tych zachowanych (20) nagrobków znajduje się obecnie wzdłuż muru od ulicy Słonecznej. Dwa nagrobki zostały odnalezione w głębi cmentarza. Z przedstawionego w katalogu szkicu nie wynika, aby na cmentarzu występowała odrębna kwatera wojskowa. Nieliczne z ocalałych nagrobków mają zachowane hebrajskie inskrypcje. Wynika z nich, że pochowani zmarli w różnym okresie. Można stąd wnioskować, że otrzymywali oni miejsce aktualnie dostępne na cmentarzu i że nie było tutaj wytyczonej kwatery dla żołnierzy.

Z okresu I wojny światowej znany jest jeden epizod związany z cmentarzem. Od 10 XI 1914 do 6 V 1915 roku Tarnów był pod okupacją wojsk rosyjskich. W styczniu 1915 roku rosyjski komendant miasta podpułkownik Markow zażądał 14 zakładników, gdyż podejrzewał mieszkańców miasta o kontaktowanie się z wojskami austriackimi ostrzeliwującymi Tarnów zza Dunajca. W połowie lutego tegoż roku Rosjanie znaleźli obok żydowskiego cmentarza połączenia telefoniczne. Żydzi zostali więc oskarżeni o współpracę; zabrano 31 zakładników — Żydów, których wysłano w głąb Rosji, m.in. do Niżnego Nowogrodu.
Odzyskanie niepodległości spowodowało uaktywnienie się żydowskich partii politycznych i bezpardonową walkę o wpływy w radzie miasta i w gminie żydowskiej.
Dopiero ustawa z 5 IV 1928 roku normalizowała ustrój gmin żydowskich. W roku 1928 syjoniści zdobyli w wyborach do gminy żydowskiej 8 mandatów na 20 miejsc i po wyborach zarządu, w którym doszło do ich sojuszu z ortodoksyjną grupą Meira Löwa, kierowali gminą. Zarząd postawił sobie za zadanie uzdrowienie gospodarki gminnej. Wśród wielu problemów znalazło się uporządkowanie cmentarza.

Trzy liczące się partie: Bund, ortodoksi na czele z dr Zygmuntem Silbigerem i partia ludowa wiceburmistrza Tarnowa Hermana Mütza, zaczęły zdecydowanie występować przeciw syjonistom. W roku 1929 dotychczasowy sojusznik przeszedł na stronę opozycji i nie został uchwalony budżet, w którym znalazły się pozycje odnoszące się do cmentarza. W rubryce Wydatki znalazły się wydatki na personel cmentarny (5825 zł) oraz wydatki na cmentarz (12 500 zł); z kolei w Przychodach wpływy z opłaty pogrzebowej wynosiły 20 000 zł . W tym czasie sytuacja gminy była wyjątkowo ciężka, gdyż wpływy pokrywały jedynie bieżące wydatki. Nie było pieniędzy na przeprowadzenie pilnych inwestycji, m.in. remontu budynków gminnych, które od czasów I wojny światowej nie były remontowane. W tym celu gmina postanowiła wziąć pożyczkę hipoteczną w Kasie Oszczędności w Tarnowie, przeznaczoną na pokrycie długów i odwodnienie cmentarza. Rada gminna zaciągnęła pożyczkę na sumę 8000 dolarów. Z tej sumy zakupiła aparat rentgenowski i zapłaciła za plac pod nowy cmentarza. Zabezpieczeniem pożyczki były budynki łaźni, domu cmentarnego i zakupiony plac.

W kwietniu 1930 roku przyjęto budżet na lata 1930-1931, w którym wydatki na utrzymanie cmentarza wynosiły 16 513,75 zł a zaplanowane wpływy z opłaty pogrzebowej 40 000 zł. W tym samym roku z okazji 600-lecia miasta Tarnowa ukazała się książka Anieli Piszowej, w której znalazł się fragment poświęcony cmentarzowi żydowskiemu. Autorka wymieniła przywileje, na mocy których Żydzi mogli założyć cmentarz, oraz podała, że najstarszą datą możliwą do odczytania w tym okresie był rok 1642.

Bezkompromisowa walka między partiami, obfitująca we wzajemne oskarżenia, spowodowała, że prezes gminy żydowskiej dr Henryk Ehrenfreund zrezygnował w lutym 1931 roku z pełnionej funkcji. Ten fakt zadecydował, że odwołano dotychczasowy zarząd i powołano zarząd komisaryczny na czele z dr Zygmuntem Silbigerem, którego głównie obwiniono za upadek demokratycznie wybranego zarządu. „Tygodnik Żydowski” atakował go, wykorzystując różne preteksty, choćby w sprawie cmentarza: „Przewodniczący tymczasowego zarządu bije… Oto 16 b.m. (VIII 1931) zjawił się na cmentarzu żydowskim biedak, 80-letni staruszek Leib Meschel, by zebrać kilka groszy od odwiedzających groby. W miesiącu elul Żydzi odwiedzają licznie groby zmarłych krewnych i przyjął się zwyczaj, iż przy tej okazji wręcza się biednym drobne datki. By jednak uchronić odwiedzających cmentarz przed natręctwem żebraków, już poprzedni zarząd gminy zarządził, że żebracy mogą zbierać datki tylko przed cmentarzem. Drżący, ledwo trzymający się na nogach Leib Meschel przekroczył jednak ‚teren’ przeznaczony na żebraninę. I gdy w dniu 16 b.m. przybył na cmentarz żydowski, p. Dr Silbiger, ‚przewodniczący’ tarnowskiej gminy żydowskiej, ujrzał tam staruszka czekającego spokojnie na jałmużnę Pan `przewodniczący’ tarnowskiej gminy żydowskiej skrzyczał i zbeształ biedaka (…). Ale to nie wystarczyło. (…) kopnął brutalnie starego Leiba Meschla w tylną część ciała. Starzec 80-letni poczuł nogę ‚przewodniczącego’, upadł na ziemię i tak się potłukł, że zamiast pieniędzy, o mało nie musiał zbierać swych kości…”.
Żebranie koło cmentarza było utrapieniem. Powstałe w 1928 roku z inicjatywy zarządu gminy Stowarzyszenie dobroczynne „Cedaka” do zwalczania żebractwa w mieście zaproponowało w 1937 roku rozwiązanie problemu zaczepiania przez żebraków w czasie pogrzebów i odwiedzania grobów. Miało ono polegać na ustawieniu w kancelarii zarządu cmentarza puszki stowarzyszenia, do której wszyscy odwiedzający mogliby wrzucić jałmużnę cmentarną . Zarejestrowani wcześniej żebracy mogli korzystać z tej pomocy. Nie wiadomo jednak, na ile ta inicjatywa rozwiązała problem żebrania koło cmentarza.

Już na początku roku 1932 dochodziło do sporów w dotychczasowym zarządzie gminy. Dr Z. Silbiger, świadomy, że jego losy są niepewne i że zostanie odwołany dotychczasowy zarząd, kolportował list, w którym zawarł sprawozdanie ze swojej działalności. Jedną z wymienionych zasług było zbudowanie muru cmentarnego. Inwestycje na cmentarzu wyniosły 35 000 zł.

Przed II wojną światową bezkompromisowa walka między partiami żydowskimi była widoczna w każdej dziedzinie życia. Nie ominęła także cmentarza. „Tygodnik Żydowski” pisze o przypadkach profanacji cmentarza: „Przed kilkoma dniami odbył się pogrzeb tragicznie zmarłego robotnika żydowskiego. ‚Wolnomyśliciele’ bundowscy uważali za stosowne wyładować swój temperament rewolucyjny na cmentarzu żydowskim i przy odśpiewaniu swych pieśni, obnażyli swe głowy. Jak dalece zdarzenie to poruszyło opinię żydowską, świadczy fakt, że Chewra Kadisza wydała nawet odezwę, piętnującą zachowanie się powyższe jako profanację. (…) Bundowcy nie mają jednak szczęścia. Mają we wszystkim naśladowców, którzy starają się ‚Bund’ prześcignąć w radykalizmie. Lewica `Poale Sion’ również postarała się o swój ‚spektakl cmentarny’. W tydzień później zachowali się i oni”.

W okresie międzywojennym kilka razy odnotowano wypadki wykorzystania cmentarza jako kryjówki na ukradzione rzeczy. Złodzieje dokonali kradzieży w składzie włosienia Michała Hóniga, a towar ukryli na cmentarzu. Takie profanacje cmentarza nie byty następstwem działania jedynie samych Żydów. Dla przykładu, przed tarnowskim sądem odbył się proces szajki złodziei, którzy ukradli m.in. skóry ze sklepu Blaserów, a następnie ukryli je w grobowcu byłego wiceburmistrza miasta, Eliasza Goldhammera.

4 IX 1933 roku prowadzący izraelicki urząd metrykalny Wilhelm Waldemar Branż złożył doniesienie do tarnowskiej prokuratury, że Szymon Appel, dozorca tarnowskiego cmentarza, zataił wobec urzędu metrykalnego fakt 2 zgonów i przywłaszczył sobie opłaty metrykalne. Wśród zatrzymanych kart zgonów miała być karta oględzin Mendla Fajkarza, który zastrzelił się w Hotelu Polskim 28 VIII 1933 roku, oraz Scheindel Kołacz z Nowego Korczyna. Przesłuchiwane były obie zainteresowane osoby, jednak zachowane monity nie pozwalają na wyciągnięcie wniosku o winie Appla. Ostatecznie 15 VI 1934 roku sprawa została umorzona z braku dowodów. Sam W.W. Brand wygrał proces przed tarnowskim sądem o zniesławienie, gdyż został oskarżony w 1935 roku przez Dawida Freireicha o nielegalne czerpanie korzyści majątkowych.

Z osobą grabarza Appla związany był artykuł I. Schipera, opublikowany w tarnowskim „Tygodniku Żydowskim. Twierdził on, że na żydowskim cmentarnzu znajdowała się osobna kwatera dla męczenników. Opowiadał też, powołując się na przekaz powtarzany przez tarnowskich Żydów, o męczennikach zamordowanych przez rosyjscy żołnierzy na Górze św. Marcina. Autor przejrzał księgi cmentarne, znalazł notatę o 7 zabitych w 1809 roku i doszedł do wniosku, że zabójstwa musiały nastąpić, kiedy w Tarnowie zatrzymały się wojska rosyjskie. A oto owa notatka:
1. W dniu świętej soboty przypadającej 4 dnia wolnych świąt Sukot padł śmiercią męczeńską rabin Aron, dziadek rabina Chaima, przełożonego sądu rabinackiego w Zielinie i Wolbromiu i został pochowany w niedzielę (w Hoszana Raba) na nowym cmentarzu.
2. W tym samym dniu padł męczeńską śmiercią pan Icyk wraz z bratem swoim męczennikiem panem Dawidem i zostali pochowani w dniu Hoszana Raba.
3. W tym samym dniu padł śmiercią męczeńską reb Ezra, który został też w tym samym dniu, co powyżsi, pochowany.
4. W tym samym dniu został zabity męczennik Zelig Kac, który też został w tym samym dniu pochowany.
5. W tym samym dniu został też zabity i pochowany kawaler Mojsze.
6. W tym samym dniu padł śmiercią męczeńska reb Mechel, który też w tym samym dniu, co powyżsi, został pochowany.

Niestety, nie udało się odnaleźć nagrobków tych osób. Jedynie w księdze zgonów na zakończenie 1809 roku znalazł się wpis o ich śmierci. Zapis ten różni się od przedstawionego wpisu pochodzącego z księgi cmentarnej. Znalazły się w nim także nazwiska i stąd wiemy, że zabici zostali: Aron Guttmann, Isaak i Dawid Liepmanowie, Esra Meyers, Selig Nachem, Oszer Mayers i Michael Selig.

Okupacja hitlerowska przyniosła zagładę ludności żydowskiej. Okupant od pierwszych dni pobytu w Polsce rozpoczął akcję terroru i wyniszczenia. Zanim rozpoczęło się systematyczne i planowe wyniszczenie Żydów, władze okupacyjne wydały szereg zarządzeń, zmierzających do ich psychicznego i materialnego pognębienia. Należało do nich zarządzenie z 20 X 1939 roku o przymusowym noszeniu przez Żydów białych opasek z naszytą gwiazdą Dawida. Niepodporządkowanie się temu zarządzeniu karane było więzieniem lub wysłaniem do obozu. Wraz z utworzeniem Generalnego Gubernatorstwa wprowadzono przymus pracy dla osób od 14 do 60 lat. W listopadzie tegoż roku zablokowano żydowskie konta bankowe i depozyty oraz zarządzono oznakowanie wszystkich sklepów i przedsiębiorstw żydowskich białą gwiazdą Dawida. Oznaczone miały być także drzwi i witryny żydowskich restauracji i kawiarń. Wydano rozkaz rejestracji Żydów. Spisy, które miały w późniejszym czasie ułatwić eksterminację, obejmowały oddzielnie mężczyzn i kobiety, z uwzględnieniem podziału na podstawowe zawody i trzy grupy wiekowe: do 16 lat, od 16 do 60 lat i powyżej 60 lat. Początek 1940 roku przyniósł dalsze restrykcyjne zarządzenia wobec Żydów, m.in. zakaz zmiany miejsca zamieszkania i korzystania z kolei. W kwietniu 1940 roku wydano zakaz wstępu do parków. Obowiązującą również Polaków godzinę policyjną mieli oni wydłużoną. Żydzi mieszkający przy ulicach Krakowskiej i Wałowej otrzymali nakazy opuszczenia w przeciągu 12 godzin swoich mieszkań, które zostały później zajęte przez Niemców.
W stosunku do Żydów występowały także represje. Okupant dokonywał rabunków i mordów. Od 9 do 11 XI 1939 roku hitlerowcy spalili i zburzyli wszystkie tarnowskie synagogi. Latem 1940 roku wypędzono Żydów z domów i zgromadzono na rynku. W tym czasie dokonano grabieży mieszkań pod pozorem rewizji. W połowie tego roku kilkanaście osób cieszących się powszechnym szacunkiem wywieziono do Oświęcimia, gdzie zginęły. Rozstrzeliwania odbywały się także w samym Tarnowie, jak choćby 24 IV 1942 roku, kiedy to zamordowano 56 osób, które różnymi drogami powróciły do Tarnowa ze Lwowa. Mimo terroru ludność żydowska próbowała „normalnie” żyć. Do roku 1942 odbywały się na cmentarzu pogrzeby. Jeszcze do dzisiaj można spotkać nieliczne nagrobki osób zmarłych w 1940 i 1941 roku. Najwięcej jest ich w kwaterze H wzdłuż głównej ścieżki.

Sporadycznie występują jeszcze w kwaterach, gdzie znajdują się nagrobki z okresu międzywojennego. Dla przykładu nagrobki w pobliżu wejścia należały do: Abrahama Leifera (zm. w 1940 r.), Amalii Bernfeld (zm. w 1941 r.), Lili Scheindlingern i Seliga Stechlera (zm. w 1940 r.). Pochówki owe potwierdzają zachowane z tych lat księgi zmarłych. Ustawienie w tym miejscu nagrobków jest przypadkowe, bowiem jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych leżały one tutaj w stertach.

Decyzja o sposobie ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej (Endlösung), czyli eksterminacji około 11 mln Żydów zamieszkujących obszary znajdujące się pod kontrolą Rzeszy, zapadła 20 I 1942 roku na konferencji w Wannsee na przedmieściu Berlina. Od lutego 1942 roku hitlerowcy rozpoczęli w Generalnej Guberni tzw. „akcje wysiedleńcze” ludności żydowskiej do obozów zagłady, połączone z masowymi mordami dokonywanymi na miejscu. W Tarnowie taką akcję przeprowadzono od 11 do 18 VI 1942 roku. W tym czasie przebywało w mieście około 40 000 Żydów, z których wymordowano i pogrzebano na cmentarzu około 3000. Tam również dokonywano masowych rozstrzeliwań w uprzednio przygotowywanych dołach: „Na żydowskim cmentarzu dwudziestu Żydów wykopało dwa długie, szerokie doły dla ofiar zastrzelonych przez niemieckich morderców. Po wykonaniu dołów zastrzelono tych dwudziestu Żydów, którzy wykonali tę pracę. Tymczasem na rynku było piekło. Klęczących Żydów męczono i bito. Najmłodsze dzieci mordowano bez wystrzału. Gestapowski lub ukraiński wyrzutek społeczeństwa chwytał za nogi niewinne, płaczące dziecko i rozbijał jego główkę o kamienny bruk lub ścianę. Żydowska krew płynęła rynsztokami, które ciągnęły się z rynku w różne strony miasta”.

Do obozu w Bełżcu wysłano około 10 000 osób, a około 6000 dzieci i starców rozstrzelano w lesie Buczyna w Zbylitowskiej Górze pod Tarnowem, gdyż masowe groby na cmentarzu były już wypełnione. Pozostałą ludność żydowską wtłoczono do utworzonego getta. Tak wspomina te dni Józef Korniło:
„Po zakończeniu potwornej akcji mordu tzw. wysiedlenia, kaci niemieccy zaczęli gnać pozostałych przy życiu Żydów do robót oczyszczania ulic i usuwania śladów po krwawej rzezi. Także i ja zostałem przydzielony do tej pracy, polegającej przeważnie na ładowaniu zabitych Żydów na chłopskie wozy i przemieszczaniu ich na cmentarz. Podjeżdżały tam samochody ciężarowe i zwykłe wozy załadowane martwymi Żydami. Tuż przy bramie cmentarza złożone były stosy trupów. Teraz rozpoczęła się właściwa praca. Najpierw ściągano ze zmarłych odzież. Nagie zwłoki wrzucano do przygotowanych otwartych dołów. Odzież wysyłano do magazynów znajdujących się w szkole Czackiego. Nieraz napotykano wśród tych zabitych na ciężko rannych Żydów, którzy jeszcze oddychali. Takich Żydów gestapowcy w drodze ‚łaski’ dobijali wystrzałem. Tam pracowaliśmy przez dwa dni”. Okres pomiędzy „akcjami” wypełniały niemal codzienne rozstrzeliwania pozostałych przy życiu Żydów. Do uprzątania zmarłych wykorzystywano bractwo pogrzebowe Chewra Kadisza, które pragnęło przestrzegać żydowskich przepisów podczas chowania zabitych. Jeszcze przed rozpoczęciem systematycznej likwidacji tarnowskich Żydów gestapo zwiększyło liczbę robotników w bractwie do 50 osób.

Praca w bractwie była wyjątkowo ciężka i wcale nie dawała gwarancji przeżycia, w co wierzyła część Żydów. A. Chomet przytacza wspomnienie o jednym z nich: „Wśród nich znalazł się Jechiel Meirl, skromny, pobożny starzec. (…) Jako członek Chewra Kadisza był wielokrotnie wzywany do gestapo, na którego podwórzu często rozstrzeliwano Żydów, których zwłoki musiał potem uprzątać. Pozostali członkowie bractwa bali się pójść na podwórze gestapo. Starzec, Jechiel Meirl jak się tylko dowiedział, że na podwórzu gestapo znajdują się zwłoki męczennika, leciał tam natychmiast, aby go godnie pochować, zgodnie z żydowskim rytuałem. (…) Pewnego poranka dowiedział się, że na jednym z podwórzy przy ulicy Goldhammera leżał zastrzelony Żyd. Tego człowieka oskarżyła jego służąca, twierdząc, że jest bolszewikiem, który niedawno powrócił z terenów okupowanych przez władze radzieckie. Wszyscy sąsiedzi ostrzegali starca, aby tam nie szedł, gdzie leży ofiara, gdyż nie wiadomo, czy Niemcy już stamtąd odeszli. Ale on trzymał się swoich zasad — uprzątanie zwłok to jedno z najświętszych przykazań. Udał się na miejsce zbrodni i zaczął się zajmować zmarłym. Morderca Rommelmann poznał go z daleka. Starzec upadł, zastrzelony, na martwe ciało poprzedniej ofiary”.

Druga akcja w Tarnowie odbyła się 16-18 IX 1942, a trzecia 15 XI 1942 roku. Ostateczna zagłada tarnowskiego getta nastąpiła 2-3 IX 1943 roku. Pozostała w mieście jedynie grupa 300 osób, tzw. Säuberungskolonne, która miała uporządkować teren getta. Po zakończeniu akcji przeprowadzono bardzo dokładne przeszukanie domów. Kilkuset Żydów, znalezionych w schronach, bunkrach i kanałach, rozstrzelano. W listopadzie 1943 roku pozostałych w Tarnowie Żydów przewieziono do obozu w Szebniach koło Jasła.

Hitlerowcy nie tylko mordowali Żydów, lecz także niszczyli ślady ich bytności w mieście. Cmentarz żydowski miał podzielić los tarnowskich Żydów. W roku 1942 nagrobki z piaskowca były wykorzystywane do umacniania dróg i chodników. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych mur oporowy otaczający skwer przy poczcie był wykonany z obrobionych kamieni pochodzących z nagrobków żydowskich. Ułożono go w ten sposób, że kamienie od strony inskrypcji zasłaniała ziemia. Jedynie widoczne niewielkie ornamenty zdradzały ich pochodzenie. Obecnie kamienie z tego muru zostały zwiezione na cmentarz. Na niektórych z nich widać ślady hebrajskich inskrypcji. W planach Niemców było wybudowanie basenu z marmurowych nagrobków, jednak zamiar ten nie został zrealizowany. O skali dewastacji cmentarza świadczy choćby bliższe przyjrzenie się kwaterom z okresu międzywojennego, gdzie nagrobki były numerowane. W niektórych miejscach brakuje dzisiaj większości nagrobków. O brakach świadczą także pozostałe cokoły.

Po zakończeniu wojny odrodziło się społeczeństwo żydowskie w mieście. Tworzyli je nieliczni Żydzi, którzy przeżyli na terenach okupowanych przez Niemców, oraz ci, którzy powrócili ze Związku Radzieckiego. Powstały Komitet Żydowski otaczał opieką powracających do miasta Żydów. Jedną z pierwszych decyzji było zwiezienie na cmentarz kamieni nagrobnych znajdujących się na terenie miasta. Nie wiadomo jednak, ile nagrobków powróciło na swoje miejsca. 11 VI 1946 roku, w rocznicę pierwszej akcji zagłady, odsłonięto na cmentarzu, w miejscu masowej mogiły, pomnik wykonany przez Dawida Beckera. Po wojnie dokonywano na tarnowskim cmentarzu ekshumacji. Potwierdzają to tablice umieszczone na nagrobkach Naftalego Herza i Israela Ekiby Bernsteinów mówiące o przeniesieniu szczątków w 1964 roku do Jerozolimy. Znacznie więcej było ekshumacji z różnych miejscowości na tarnowski cmentarz. Dla przykładu, zachowały się dokumenty Żydowskiej Kongregacji Wyznaniowej w Tarnowie z 1949 roku świadczące o przenoszeniu szczątków z Rzędzina (4 osób), Gromnika (5 osób) i Świebodzina. W tym ostatnim przypadku ekshumacja dotyczyła zwłok Mojżesza Maiza i Rafała Friesa, którzy zostali zamordowani roku przez hitlerowców w 1942 roku i pochowani we wspólnym grobie. Prace te były finansowane przez Komisję Mieszaną przy Komitecie Organizacyjnym Żydowskich Kongregacji Wyznaniowych w Polsce. Obok nagrobka M. Maiza i R. Friesa znajdują się szczątki Nachuma Jehudy […] i Trajny Kohane, zamordowanych w Gromniku. Nie wiadomo, gdzie na żydowskim cmentarzu pochowano pozostałe ekshumowane osoby.

W roku 1976 żydowski cmentarz w Tarnowie został wpisany do rejestru zabytków. Pomimo tego postanowienia, które powinno chronić ów obiekt, w roku 1978 Wojewódzka Dyrekcja Rozbudowy Miast i Osiedli Wiejskich wszczęła starania o przekazanie części cmentarza o powierzchni 2652 m2 na poszerzenie ulicy Starodąbrowskiej. Zajęty pas miał wynosić 22 metry. W tym celu prezydent miasta Tarnowa spotkał się z pozostałą, nieliczną grupą tarnowskich Żydów. Ostatecznie Kongregacja Wyznania Mojżeszowego w Krakowie, do której należeli tarnowscy Żydzi, nie wyraziła na to zgody. Przebudowy ulic Starodąbrowskiej i Słonecznej dokonano bez naruszania cmentarza. Przebudowa spowodowała, że znacznie podniósł się poziom tych ulic w stosunku do cmentarza; w rezultacie gwałtownie pogorszył się stan muru.

6 I 1988 roku odbyło się zebranie inicjujące powstanie Komitetu Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej, w skład którego weszli Żydzi pochodzący z Tamowa, rozproszeni po całym świecie, i Polacy zainteresowani ratowaniem kultury żydowskiej. Komitet za pierwszy cel postawił sobie remont cmentarza. W tym samym roku rozpoczęto starania o budowę nowego ogrodzenia od strony ulicy Starodąbrowskiej i Słonecznej oraz remont muru od ulicy Szpitalnej. Prace te zostały zakończone w roku 1990. Równocześnie rozpoczęto karczowanie drzew i krzewów na terenie cmentarza. W roku 1989 wyniknęło, ciągnące się prawie dwa lata zamieszanie, z powodu niejasnej sytuacji prawnej, czyli dotyczące ustalenia prawnego właściciela cmentarza. Na zlecenie pełnomocnika The U.S. Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie za zgodą Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków i Ministra Kultury i Sztuki wykonana została w 1990 roku przez miejscową firmę Biedrońskich replika bramy cmentarnej. Propozycja przewiezienia bramy żydowskiego cmentarza w Tarnowie do Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie wywołała protesty władz samorządowych i spotkała się ze stanowczą odmową wojewody, który zgadzał się jedynie na zabranie repliki, a nie oryginału. Swoją odmowę uzasadniał tym, że od roku 1962 roku cmentarz należy do skarbu państwa. Muzeum uzyskało jednak zgodę Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Krakowie, która rozpoczęła starania o odzyskanie cmentarza. W rezultacie w roku 1991 oryginalna brama została zabrana przez ówczesnego prezydenta RP Lecha Wałęsę, który postanowił przekazać Muzeum kilka pamiątek z okresu zagłady w czasie swego pobytu w USA. Jej miejsce zajęła replika — i tak jest do dnia dzisiejszego. W latach dziewięćdziesiątych, przy współudziale Komitetu Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej oraz Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Krakowie, będącej prawnym opiekunem cmentarza, ustawiono nagrobki leżące wzdłuż głównej alei, a po wojnie zwiezione z ulic na cmentarz.